Aktualności‎ > ‎

WKPS w Europejskiej Lidze Mistrzów

opublikowane: 25 lip 2012, 08:44 przez Sebastian Gąsior

Z wielką przyjemnością informujemy, że Wrocławski Klub Piłki Stołowej został zakwalifikowany do I edycji Europejskiej Ligi Mistrzów w Piłce Stołowej.


Zakwalifikowane europejskie kluby

  1. Wrocław - Polska (stół Garlando)
  2. Austria - Wiedeń (stół Garlando)
  3. Hasselt - Belgia (stół Leonhart)
  4. Kopenhaga - Dania (stół Bonzini)
  5. Nantes - Francja (stół Bonzini)
  6. Oldenburg - Niemcy (stół Leonhart)
  7. Hannover - Niemcy (dzika karta) (stół Leonhart)
  8. Lega - Włochy (stół Roberto Sport - Adrenalina)


Reprezentacja WKPS

Do reprezentacji Wrocławskiego Klubu Piłki Stołowej zostali powołani następujący zawodnicy:
  1. Patryk Sawicki (Coach)
  2. Przemysław Noga (Kapitan)
  3. Kacper Grzebiela
  4. Jakub Ziencikiewicz
  5. Cezary Bdzikot
  6. Mateusz Fudala
  7. Sebastian Gąsior

Turniej odbył się 23-24 czerwca 2012 roku i został rozegrany systemem każdy z każdym, a następnie 4 najlepsze drużyny zmierzyły się w systemie pucharowym.




Krótka relacja

Pierwszego dnia wygraliśmy z Kopenhagą na Bonzini, zremisowaliśmy z Francją na Bonzini, wygraliśmy z Włochami na Adrenalinie i przegraliśmy minimalnie z Belgią na Leonharcie.

Potem najmocniejsi Niemcy. My niestety już w tym meczu byliśmy bardzo zmęczeni, co wychodziło w dokładności zagrań. Do tego Patol po kontuzji miał duże problemy z grą co przekładało się na wyniki. Przegraliśmy mimo, że do remisu brakło jedynie jednego seta wygranego przez nas. Czarek z Sebkiem zagrali bajkę w tym meczu dwukrotnie pokonując ekipę Niemców. Świetnie zagrał jeszcze Kuba, który na Garlando na mięko rozwalił Balica, po czym przegrał po długiej walce 7:6 na Leonharcie (piękny set). Na koniec byłem ja i przegrałem seta z farciarzem Marksem na Garlando (4 budy z 5, dwa babole i [cenzura] ). Byłem już mega padnięty i nie dało rady przegrałem 6:7. Potem na Leonharcie już bez walki . Mimo wszystko pierwszego dnia zagraliśmy bajkę, cała drużyna walczyła w każdym pojedynku, było super, świetne wyniki, doping miazga jak na KPP . 

Mecz z Austrią pojedynek o honor Garlando team również niezapomniany, moje ostatnie dwa decydujące sety o zwycięstwie, piękne chwile. Mimo problemów, braku Casdy walczylismy jak lwy i udało się - wygrana. Dzięki Panowie za te chwile walki. Dzięki Czarek za doping w tym meczu do końca wierzyłes mimo, że austryjacki farciarz rozbrajał do zwariowania swoim szczęściem. 

Tutaj wielkie szczęście - jesteśmy w tabeli na drugim miejscu i pozostał do rozegrania tylko jeden pojedynek następnego dnia - z bardzo słabymi Niemcami i Oldenburga. Nawet przegrana daje wielkie szanse na wyście z grupy. Chyba, że mecze innych drużyn będą niespodzianką.

Następny dzień niestety nie przedstawił się jednak tak pięknie jak myślelismy. Przegraliśmy ten ostatni mecz z drugą drużyną Niemiecką, który powinniśmy spokojnie wygrać. Daliśmy ciała, podeszliśmy zbyt luźno do tego, nie wiem - przyczyn jest wiele, ale wierzcie była to dla nas największa sportowa nauczka jaką może sobie każdy z Was wyobrazić. Masakra  

Mimo, że wygraliśmy zarówno z Duńczykami jak również z Austryjakami organizatorzy ustalili, że o wjściu z grupy decydują w pierwszej kolejności sety, w drugiej stosunek bramek a dopiero na końcu bezpośredni pojedynek. Mieliśmy taka samą liczbę punktów jak Austryjacy, wygraliśmy z nimi w bezpośrednim pojedynku, ale o dwa sety byli lepsi i niestety:

Wrocław odpada na 5. miejscu z dalszej rywalizacji!

Mega rozczarowanie, mega lekcja, zryta psycha jedynie rozmowa z Andrzejem pomogła, ale tylko na chwilę. Gdyb nie ta cała sytuacja wyszlibyśm z 2 albo 3 miejsca i gralibyśmy z Hanoverem o finał, a w Hanoverze już w niedzielę nie było Marksa więc nasze szanse byłyby ogromne, uwierzcie. Tak więc wszystko mogło się zdarzyć, nasze nadzieje były po sobocie tak wielkie, że chyba nas przytłoczyły. 

Trudno takie życie, trzeba wrócić do codzienności i za jakiś czas znowu podjąć walkę o życie 

Dziękuję całej ekipie Wrocławskiego Klubu Piłki Stołowej za udział, za walkę za to, że zagrażaliśmy na prawdę wszystkim nawet tak mocnym Belgom, gdzie Mateusz był o mały włos od pojechania Jamala zarówno na Garlando jak również później na Leonharcie ładując z budy po 4, 5 na set. Mateusza po tym wyjeździe wszyscy w Europie będą się bali z obrony. Wygiął wszystkie dwójki na każdym stole w Hanoverze, ale było warto to zobaczyć. 

Dzięki Panowie, mimo wszystko było super.

Kacper Grzebiela i Sebastian Gąsior
Comments