Aktualności‎ > ‎

RELACJA Z WYJAZDU SZKOLENIOWO-INTEGRACYJNEGO

opublikowane: 27 maj 2011, 04:32 przez Kacper Grzebiela   [ zaktualizowane 27 maj 2011, 07:21 przez Sebastian Gąsior ]

Po długich przygotowaniach, ogarnianiach miejscówki, dojazdu oraz całej koncepcji wreszcie wyruszyliśmy na pierwszy wyjazd szkoleniowo-integracyjny WKPSu. Muszę przyznać, że w głowie było wiele koncepcji, nie zawsze spójnych, ale cel zawsze ten sam. Miało być prze-kozacko na masę :).

CZWARTEK 
Już na samym początku wyprawy, dzień wcześniej w czwartek, Cezary Psikot, nasz mistrz pakerni stołowej wraz z małym69 ruszyli z wózkiem transportowym dzielnie do Multikina. Dla tych, którzy nie wiedzą już wyjaśniam. Wywózka stolików z Multikina to zasadniczo banał, bo w całości można je zabrać tylnym wyjściem przy użyciu windy oraz wspomnianego wózka. Cezary Bdzik nie wziął jednak pod uwagę sytuacji awaryjnej tzn. popsuta winda, brak kluczy do stołu, brak śrubokręta czy imbusów – ogólnie brak wszystkiego . 
Jak widzicie słowo pakernia stołowa nagle nabrało większego sensu, nie zostało zatem użyte przypadkowo.
W konsekwencji planowany wyjazd stolików przesunął się w czasie o kilka godzin. 
Na szczęście o godzinie 12 popularny Grzebień w stanie nieważkości wsparł mentalnie ekipę transportową, proponując fajkę pokoju zmęczonym tościkom. Gdy chińskie spojrzenie wypełniło twarz Psikota, wiedziałem, że dojadą na miejsce, choć nie ogarniałem w jaki sposób znajdą drogę :). 
Stan nieważkości pozwolił mi jednak spokojnie zasnąć 23 sekundy po wdrapaniu się do domu.
 
Celowo wspomniałem o walczących pakerach stolowych, żeby nie było im żal jak przejdę do wyjazdu pozostałych członków wyprawy.

PIĄTEK
Cała reszta brygady hardcorów wygodnie podróżowała autobusem. Warto wspomnieć, że na opóźniony wyjazd spóźniła się tylko jedna osoba, czyli nasz rumuński zawodnik Barubar Kurtykur, który notabene narzekał, że za późno wyjeżdżamy (od początku mówiłem, że nie tylko wizy będą problemem przy pozyskaniu jej z ojczystego kraju). 
W autobusie w sumie nie wiele się działo. Było wesoło, co chwilę team The Ewelins prosił o przerwę na siusiu, a wesoły autobus w prawdziwie polskim stylu świętował początek bardzo deszczowego weekendu. Mimo otwartych okien nikomu zimno nie było:)
 
Na miejscu zastaliśmy naszą miejscóweczkę. Bez gwiazdek na przedzie, bo spadły 10 lat wcześniej, ale w prawdziwie imprezowym klimacie, jak się okazało następnego dnia na przepięknie zalesionym terenie. Wchodząc na jej teren na momencie zrozumiałem, że część integracyjna zdecydowanie zdominuje nasz wyjazd. No cóż mimo wszystko liczyłem, że chociaż trochę się podszkolimy :). 
W piątek jednak jedyne czego się nauczyłem to nie świrować przy stole, jeśli umysł wydaje złe komendy do rąk. Można nabawić się kontuzji, jak się później okazało nie tylko mi przytrafił się taki przypadek. Na szczęście na całym wyjeździe było sporo medyków, którzy domowymi sposobami znieczulali ból. Krótko mówiąc piątek skończył się z samego rana w sobotę, dzięki czemu mimo późnego przyjazdu, nie straciliśmy żadnych atrakcji.
 
SOBOTA
Kolejny dzień rozpoczął się sprzątaniem. Kotek standardowo, dzień wcześniej, nic nie pił :), więc stwierdził, że wstanie wcześniej i posprząta. Zanim wszyscy wylegli ze swoich pokoi, doczłapali się do pobliskiego sklepu, zjedli śniadanie zrobiła się 13. No cóż byłem naiwny myśląc, że rozpoczniemy najpóźniej o 11. 
Na starcie padło pytanie, kto trenuje a kto idzie w góry. Na pierwszy rzut grupa podzieliła się na dwa obozy, jednak z każdą minutą wycieczka w góry się kurczyła, aż osiągnęła poziom 4 osób . W sumie byłem zadowolony w końcu wszyscy chcieli grać, a osobiście na tym mi najbardziej zależało. 

Teraz trochę na sportowo.

Ludzie zostali podzieleni na drużyny oraz singlistów. Po rozegranym meczyku przerwa na smażonko w słoneczku i dalej ogień przy stole. Poziom gry bardzo równy mimo, że w wynikach tego nie było widać, Obserwowałem Waszą grę i muszę przyznać, że idziecie w dobrym tempie do przodu. Jedni trochę szybciej, drudzy wolniej, ale z zasady wszyscy robicie postępy. Widać jednak, że trochę za bardzo chcecie, zapominając o podstawach :
  • Przy strzelaniu snejka najważniejsze jest czyste trafienie w piłkę, dokładając do snejka brusha można sobie więcej popsuć niż naprawić, snejka można grać zupełnie bez brusha (patrz. Paweł Sielski), dlatego poświęcajcie więcej czasu na podstawy, rozkładajcie strzał na czynniki pierwsze. Jak to ogarniecie to wtedy wprowadzajcie udoskonalenia. Przypomnijcie sobie ćwiczenia, które Wam na treningach pokazywałem i zacznijcie przed każdym trenowaniem od kilkunastu powtórzeń każdego z nich.
  • Firmówka to proste zagranie pod względem teorii, w praktyce jedno z trudniejszych, nie utrudniajcie sobie go jeszcze bardziej, poprzez nieprawidłową ustawienie ciała przy stole, błędne ułożenie ręki czy gigantyczny zamach nad piłką. Precyzja oraz dokładność w trafianiu w piłkę również jest tutaj najważniejsza, później przychodzi poprawa szybkości przesuwania piłki. Na koniec macie przepiękny strzał, ale kolejność należy zachować. Po co Wam szybkie przesunięcie skoro jeszcze nie macie wykończenia strzału. 
  • Tempo wykonywanych zagrań musi być zmienne, większość z Was jak tylko ustawi piłkę do jakiegokolwiek strzału wpada w taką euforię, że się udało, że wykonuje zagranie w sekundę, bardzo często zapominając spojrzeć jak ustawiony jest blok przeciwnika, co najczęściej kończy się stratą. Piłka Stołowa to jest mimo wszystko sport stacjonarny, nie gramy wszystkiego z biegu, właściwie tylko piątka jest formacją gdzie piłki się nie zatrzymuje.
Ogólnie nie będę wyróżniał nikogo, ponieważ atmosfera gry była bardzo luźna i ciężko ocenić czy wszyscy grali na 100%. Najbardziej podobała mi się Wasza gra w polu. Najgorzej moim zdaniem wypadały wykończenia zagrań. Ogólnie cieszę się bardzo z Waszych postępów. Oby tak dalej.

Po tym przymulającym fragmencie :) tekstu, wracamy do pozostałych punktów programu. 

Nie można zapomnieć oczywiście o meczu w siatkówkę, który pokazał prawdę o naszym poziomie gry . O mój Boże było tak śmiesznie, że więcej się śmiałem niż grałem - dobrze, że był tylko aparat, na zdjęciach wygląda to całkiem nieźle . Oczywiście Czarek udowodnił, że skakać potrafi, patrz foty i foczkę w powietrzu  ale i tak nigdy nie uwierze, że w liceum pakował do kosza :Lol:. Mistrzem rzutów po piłkę okazał się ponury Janek, który w trakcie meczu wielokrotnie prezentował jak to się robi. Całość atmosfery podkręcał Sebastian, który jako sędzia spisywał się na tyle słabo, że w końcu nikt nie wie jaki wymiar miało boisko . 
Seba natomiast zdecydowanie lepiej przeprowadził turniej kopania piłką w dupę. Oczywiście pomysłodawcą był Psikot wraz z rumuńskim Barubarem. Miło było patrzeć, jak dorośli ludzie potrafią sobie zorganizować czas. 

W sumie przez cały dzień tak pięknie świeciło słońce, że każdy robił dosłownie to na co miał ochotę i dzięki temu było tak sympatycznie. Wieczór skończył się ogniskiem i kulturalną degustacją przywiezionych alkoholi  W blasku księżyca przy gorącym ognisku czas zleciał na momencie i znów kończyliśmy sobotę w niedzielę rano. 

NIEDZIELA
Pobudka w niedzielę o tej samej porze co w sobotę, teraz przynajmniej nie miałem już wątpliwości, zatem nie byłem zaskoczony . W niedzielę przeprowadziliśmy część teoretyczną na specjalnie przygotowanej makiecie stolika. Tłumaczyliśmy zasady bloku, obrony, a także ataku z różnych pozycji. Ogólnie było trochę nudno, ale myślę, że taka lekcja wyjaśniła kilka wątpliwości.

Nie ma co przeciągać tego jałowego tekstu, więc zmierzam do końca. Powrót w lepszym klimatyzowanym autokarze był równie sympatyczny jak przyjazd. Klimatyzacja również nie dała rady schłodzić panującej atmosfery. Wszyscy świetnie się bawili, a królem, mistrzem, guru całej imprezy został jednomyślnie ponury Janek, który do samego końca nie stracił swego poczucia humoru. Stał się zatem maskotką WKPS na następny wyjazd, który planujemy we wrześniu.

Kończąc chciałbym wszystkim podziękować za obecność. Tworzyliśmy mega zgraną grupę, bez absolutnie żadnych podziałów. Mam nadzieję, że w niezmienionym składzie uderzymy do Krokusa jeszcze wiele razy

Pozdro,

Kacper

ZDJĘCIA Z WYJAZDU

Wyjazd szkoleniowo-integracyjny Karpniki 20-22 maja 2011

Comments